Category Archives: Uncategorized

Wymarsz! – czyli długa droga na długi patrol

   Dzisiaj nie będzie bełkotu na temat tego jacy to AeSGeje są źli, bo robią rzeczy, które mi się nie podobają. Dzisiaj chcę przekazać troszkę wiedzy teoretycznej. Na jaki temat? Procedury dowodzenia i jak wygląda przygotowywanie rozkazu bojowego dla poszczególnych ogniw w łańcuchu dowodzenia (przynajmniej wg znanych mi źródeł) w „realu” dla plutonu i drużyny. Na niedzielnych jebankach nie jest to raczej wykorzystywane. Jednak na imprezy dłuższe i bardziej ambitne scenariusze jak np. MilSim, pasuje jak ulał i buduje klimat o wiele bardziej niż zdanie: „weźcie rozwalcie to co jest za tamta górka i wracajcie”.

Dowodzenie oddziałem jest procesem, w którym dowódca prowadzi swój oddział do wykonania misji taktycznej”

   Dzisiaj nie będzie bełkotu na temat tego jacy to AeSGeje są źli, bo robią rzeczy, które mi się nie podobają. Dzisiaj chcę przekazać troszkę wiedzy teoretycznej. Na jaki temat? Procedury dowodzenia i jak wygląda przygotowywanie rozkazu bojowego dla poszczególnych ogniw w łańcuchu dowodzenia (przynajmniej wg znanych mi źródeł) w „realu” dla plutonu i drużyny. Na niedzielnych jebankach nie jest to raczej wykorzystywane. Jednak na imprezy dłuższe i bardziej ambitne scenariusze jak np. MilSim, pasuje jak ulał i buduje klimat o wiele bardziej niż zdanie: „weźcie rozwalcie to co jest za tamta górka i wracajcie”.

Dowodzenie oddziałem jest procesem, w którym dowódca prowadzi swój oddział do wykonania misji taktycznej”

AAF-I-33

Do tego celu wykorzystuje się coś, co ładnie nazywa się Procedury Dowodzenia Oddziałem. Składają się one z ośmiu kroków:

  1. Otrzymanie zadania – zadanie może zostać przekazane w rozkazie alarmowym (ROZOP) albo w rozkazie częściowym (FRAGO). Po otrzymaniu zadania dowódca opracowuje własny plan działania (średni czas to 1/3 dostępnego czasu na zaplanowanie operacji). Resztę czasu spędza się zazwyczaj na konsultacji planu z podwładnymi, przygotowaniach i uwzględnianiu takich czynników jak długość dnia od wschodu do zachodu słońca czy czas trwania zadania

  2. Wydanie rozkazu pogotowia – dowódca udziela początkowych instrukcji podwładnym w formie rozkazu pogotowia. Rozkaz pogotowia jest sformułowany w formie pięciu punktów:

    * Zadanie lub typ operacji

    * Czas i miejsce przeprowadzenia operacji

    * Kto bierze udział w operacji?

    * Czas wykonania operacji

  3. Wykonanie wstępnego planu – ocena sytuacji

    , która będzie podstawą do wykonania planu wstępnego. Zawiera pięć punktów:

    * Dokładna analiza zadania

    * Analiza sytuacji i określenie kierunku działania

    * Przekazanie ogólnych opisów zadań oraz przygotowanych szkiców

    * Dalsze oszacowanie sytuacji na podstawie czynników METT-TC (informacje na temat nieprzyjaciela jak np.: siła, liczebność, rozmieszczenie)

    * Wpływ terenu i pogody na przebieg operacji

  4. Pierwszy ruch – na początku trzeba zaznaczyć, że ten krok może być wykonany w dowolnym momencie trwania procedur przygotowawczych. Krok ten polega na wykonywaniu potrzebnych przemieszczeń w trakcie planowania lub rozpoznania wstępnego.

  5. Rozpoznanie – w zależności od zapasów czasowych dowódca przeprowadza rozpoznanie osobiście. Jeżeli tego czasu ma mniej wykorzystuje mapy. Może też skorzystać z pomocy zwiadowców.

  6. Kompletowanie planu – zbieranie wszystkich informacji (rozpoznanie, raporty sytuacyjne, ewentualne zmiany i poprawki w rozmieszczeniu nieprzyjaciela).

  7. Wydanie kompletnego rozkazu – wykorzystując makietę lub rysunek, w ostateczności gdy cel jest w zasięgu wzroku – objaśnia i tłumaczy.

  8. Nadzór – rozchodzi się głównie o to aby wszystko wypaliło. Inspekcje i próby przeprowadza się aby wykryć słabe punkty planu, skoordynować działania. Wykonuje się je w terenie i w warunkach maksymalnie zbliżonych do oczekiwanych podczas przeprowadzenia operacji.

Jednak nie jest to tak kolorowe jak to wygląda na filmach. Nie przychodzi nasz komandir i nie mówi „ruszamy” i wszystko już jest jasne, plan się sam ułożył, a problemy same się rozwiązały niczym stare sznurowadła.

W prawdziwym świecie naprawdę giną ludzie. Giną z wielu przyczyn. Najczęstszą są jednak błędy. I po to właśnie powstały te procedury. Aby tych błędów unikać i aby nikt nie zapomniał czy przez pomyłkę (kolejny błąd, który może mieć śmiertelne konsekwencje), któregoś kroku nie pominął np. przez rutynę. Po to właśnie robi się te wszystkie akcje wywiadowcze, makiety, mapy i próby.

Co się jednak zgadza między fikcją i rzeczywistością? Otoczenie. Z wielu książek czy filmów dowiadujemy się mniej więcej jak to wszystko wygląda. Na przykład w „Bravo Two Zero” McNab’a znajdujemy dość ciekawe opisy pokoju odpraw i planowania operacji. W „Niełatwym Dniu” Marka Owen’a jest pięknie opisane jak pkomandosi wykonują próby i jakie środki do tego wykorzystują.

Doskonałym przykładem jest tutaj operacja „Włócznia Neptuna”. Akcja opisywana w wyżej wymienionej książce „Niełatwy Dzień”. Zanim komandosi NSWDG dostali zielone światło do wykonania tej operacji, trenowali do znudzenia na makiecie w skali 1:1 wszystkie możliwe scenariusze.

Wszyscy wiemy jak to się potoczyło dalej. Cel jednak został osiągnięty więc wszystkie przygotowania nie poszły na marne.

W tym wpisie bazowałem na informacjach z książek

  • Podręcznik Taktyki Rangersów – oficjalna publikacja Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych

  • Niełatwy Dzień – Mark Owen

  • Bravo Two Zero – Andy McNab

Do tego celu wykorzystuje się coś, co ładnie nazywa się Procedury Dowodzenia Oddziałem. Składają się one z ośmiu kroków:

  1. Otrzymanie zadania – zadanie może zostać przekazane w rozkazie alarmowym (ROZOP) albo w rozkazie częściowym (FRAGO). Po otrzymaniu zadania dowódca opracowuje własny plan działania (średni czas to 1/3 dostępnego czasu na zaplanowanie operacji). Resztę czasu spędza się zazwyczaj na konsultacji planu z podwładnymi, przygotowaniach i uwzględnianiu takich czynników jak długość dnia od wschodu do zachodu słońca czy czas trwania zadania

  2. Wydanie rozkazu pogotowia – dowódca udziela początkowych instrukcji podwładnym w formie rozkazu pogotowia. Rozkaz pogotowia jest sformułowany w formie pięciu punktów:

    * Zadanie lub typ operacji

    * Czas i miejsce przeprowadzenia operacji

    * Kto bierze udział w operacji?

    * Czas wykonania operacji

  3. Wykonanie wstępnego planu – ocena sytuacji, która będzie podstawą do wykonania planu wstępnego. Zawiera pięć punktów:

    * Dokładna analiza zadania

    * Analiza sytuacji i określenie kierunku działania

    * Przekazanie ogólnych opisów zadań oraz przygotowanych szkiców

    * Dalsze oszacowanie sytuacji na podstawie czynników METT-TC (informacje na temat nieprzyjaciela jak np.: siła, liczebność, rozmieszczenie)

    * Wpływ terenu i pogody na przebieg operacji

  4. Pierwszy ruch – na początku trzeba zaznaczyć, że ten krok może być wykonany w dowolnym momencie trwania procedur przygotowawczych. Krok ten polega na wykonywaniu potrzebnych przemieszczeń w trakcie planowania lub rozpoznania wstępnego.

  5. Rozpoznanie – w zależności od zapasów czasowych dowódca przeprowadza rozpoznanie osobiście. Jeżeli tego czasu ma mniej wykorzystuje mapy. Może też skorzystać z pomocy zwiadowców.

  6. Kompletowanie planu – zbieranie wszystkich informacji (rozpoznanie, raporty sytuacyjne, ewentualne zmiany i poprawki w rozmieszczeniu nieprzyjaciela).

  7. Wydanie kompletnego rozkazu – wykorzystując makietę lub rysunek, w ostateczności gdy cel jest w zasięgu wzroku – objaśnia i tłumaczy.

  8. Nadzór – rozchodzi się głównie o to aby wszystko wypaliło. Inspekcje i próby przeprowadza się aby wykryć słabe punkty planu, skoordynować działania. Wykonuje się je w terenie i w warunkach maksymalnie zbliżonych do oczekiwanych podczas przeprowadzenia operacji.

 wright_ops_smal375l

Jednak nie jest to tak kolorowe jak to wygląda na filmach. Nie przychodzi nasz komandir i nie mówi „ruszamy” i wszystko już jest jasne, plan się sam ułożył, a problemy same się rozwiązały niczym stare sznurowadła.

W prawdziwym świecie naprawdę giną ludzie. Giną z wielu przyczyn. Najczęstszą są jednak błędy. I po to właśnie powstały te procedury. Aby tych błędów unikać i aby nikt nie zapomniał czy przez pomyłkę (kolejny błąd, który może mieć śmiertelne konsekwencje), któregoś kroku nie pominął np. przez rutynę. Po to właśnie robi się te wszystkie akcje wywiadowcze, makiety, mapy i próby.

Co się jednak zgadza między fikcją i rzeczywistością? Otoczenie. Z wielu książek czy filmów dowiadujemy się mniej więcej jak to wszystko wygląda. Na przykład w „Bravo Two Zero” McNab’a znajdujemy dość ciekawe opisy pokoju odpraw i planowania operacji. W „Niełatwym Dniu” Marka Owen’a jest pięknie opisane jak pkomandosi wykonują próby i jakie środki do tego wykorzystują.

Doskonałym przykładem jest tutaj operacja „Włócznia Neptuna”. Akcja opisywana w wyżej wymienionej książce „Niełatwy Dzień”. Zanim komandosi NSWDG dostali zielone światło do wykonania tej operacji, trenowali do znudzenia na makiecie w skali 1:1 wszystkie możliwe scenariusze.

Wszyscy wiemy jak to się potoczyło dalej. Cel jednak został osiągnięty więc wszystkie przygotowania nie poszły na marne.

W tym wpisie bazowałem na informacjach z książek

  • Podręcznik Taktyki Rangersów – oficjalna publikacja Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych

  • Niełatwy Dzień – Mark Owen

  • Bravo Two Zero – Andy McNab

Advertisements

Respect in da hood

 Bawimy się w airsoft starając się w mniejszym lub większym stopniu wzorować na żołnierzach. Darzymy ich szacunkiem, popieramy inicjatywy typu „Szacunek dla Weteranów”, święta narodowe etc. Ogólnie rzecz biorąc żołnierze są naszym wzorem i swojego rodzaju bohaterami. Ale czy wszyscy powinni nimi być?
Już tłumaczę dlaczego. Chodzi mi o podejście, NIEKTÓRYCH byłych/obecnych zawodowych żołnierzy do ludzi bawiących się w ASG ( PODKREŚLAM JESZCZE RAZ: NIEKTÓRYCH – NIE WSZYSTKICH JAK LECI!). „Zamiast pójść do wojska to się przebierają”, „Latają jak dzieci po lesie z zabawkami”, „Zabawkowy komandos co prochu nie wąchał” “Śmieszne wannabe” i inne określenia lekceważące ludzi, którzy lubią tą formę rozrywki. A oni tylko próbują być tacy jak ludzie na których się wzorują. Żołnierze, którzy są gotowi bronić granic kraju, komandosi i inni których uważamy za wzór czasem podchodzą w sposób „Tfu! Przebierańcy!”. Dlaczego? Bo airsoftowcy się na nich wzorują? Bo szanują ich oraz ich pracę? Nie potrafię tego zrozumieć. Nie każdy ma przecież powołanie aby służyć ojczyźnie. Nie każdemu się na to pozwala choćby stanął na… głowie (Wiemy jak jest. Im lepszy plecak tym masz łatwiej.).Kurcze. Jeśli ktoś darzyłby mnie i mój zawód takim szacunkiem to z jakiego powodu miałbym szydzić z kogoś kto nie jest żołnierzem ale mundur ten nosi? Nie mówię o przypadkach okazywania braku szacunku mundurowi, bo takie przypadki też się zdarzają. Wiadomo, że w każdej rodzinie zdarza się czarna owca.
Dam teraz takie małe porówanie:
Jest sobie piłkarz, jakaś tam gwiazda światowa. I podchodzą do niego fani. Może sobie myśleć co chce na ich temat ale zawsze się uśmiechnie, da autograf czy cyknie fotkę. Nie tylko na spędach typu otwarte treningi czy coś w ten deseń ale na co dzień, spotkany na ulicy. Nie wypowiada się publicznie o chłopakach charatających w gałę, że dzieciaki się szmacianą piłką w światowy futbol bawią. Nie ma głosów typu: koszulke Messi’ego założył! Tfu przebieraniec!!
Jest sobie żołnierz. Osoba poważana i przez wielu pokazywana jako wzór. I wypowiada się na forum publicznym (np. na facebook’u na jednej z grup zrzeszających fanów militariów i wojskowości – stąd też znam ten przypadek) o asgejach, że będą mieli chłopcy ból dupy o to, że UE chce zakazać replik ASG. I cała masa komentarzy z protekcjonalnym tonem często zawierająca prześmiewczą treść.
Dlaczego? Asgeje są gorsi? Często ludzie z tzw. „cywila” mają większe umiejętności odnośnie taktyki,sztuki przetrwania czy nawet lepszą kondycję od ludzi, którzy się z nich śmieją.
Staram się zrozumieć to zjawisko ale nie potrafię. Dlaczego ono występuje i jakie są tego przyczyny . Nie potrafię zrozumieć dlaczego osoba, którą darzę szacunkiem, nie szanuje mnie i mojego hobby.
Trochę to krzywdzące ale chyba trzeba się do tego przyzwyczaić.

Niby każdy inny ale wszyscy identyczni

   Jak patrzę na zdjęcia z różnych imprez, zlotów czy innych form aktywności w szpeju to chce mi się płakać. Jeszcze kilka lat temu przed erą multichłamów i devgrów, była zajebista różnorodność. Kiedyś jak przychodziło się na spotkanie to porównywało się rozwiązania w szpeju różnych armii. Chłopaki pojawiali się w znienawidzonych „nazistowskich” FLECKTARN’ach, DPM i DDPM rodem z UK, M81 WOODLAND z amerykistanu, polskich WZ93 Pantera od wujka budowlańca, widywałem też belgijski JIGSAW i wiele różnych rodzajów kamuflażu.
A teraz? Teraz jest tak jak z młodzieżą porównując kiedyś i dzisiaj. Lata ’90 oznaczają zajebiste dzieciństwo z chłopakami z podwórka, natomiast lata powyżej roku 2000 prezentują umysłową biedę i spędzanie czasu z kumplami z facebook’a.
   Tak samo jest na airsoftowym podwórku. Kiedyś rozmawiało się o wyższości woodlanda nad fleckiem i o podejściu różnych armii świata do tego samego zagadnienia, a teraz jest powszechne klepanie się po dupkach ubranych w multicam, zachwycanie się fajnoscią i opowiadanie ile to się nie wybuliło na ładownicę do multitool’a, który można było trzymać równie dobrze w kieszeni. Tylu mamy teraz komandosów z Afganu w tym kamuflażu, że nawet flecktarrn jest egzotyką.
Moim zdaniem winna jest chęć lansu za wszelką cenę. Wszyscy robią teraz „reko specjalsów”. Kurde czy wszystko musi się opierać o multicam? Dlaczego tak mało grup robi stylizacje czy re-enactment jednostek w swoich „macierzystych” kamuflażach i sortach mundurowych.
Żeby nie było, że kamuflażowy rasista. Nic z tych rzeczy. Ale żygać się chce jak się wszędzie widzi albo ruskich z AK albo specjalistów z M4/HK416.
   Ktoś mi powie, że niby kamuflaż ten sam ale jednostki inne. Są przecież obszycia, flagi i inne pierdoły, dzięki którym można odróżnic kto jest kto. I co z tego? Idzie człowiek na spotkanie do lasu a tam wojna klonów i batalion stormtrooperów czeka aż zacznie coś się dziać.
   Przyznaję się. Sam używam zestawu M4 w wersji SOPMOD + Woodland + ETLBV. Ale to już lata ’90. Coś innego. Na majówce ASG w Bornem Sulinowie był to zestaw dość rzadko spotykany. Pomimo, że kontraktowy set jest w cenie jednej nowej „niekoszernej” kamizelki albo i jeszcze taniej. A było ok 400 chłopa więc przemiał niemały.
   Kumpel, który prowadzi sklep militarny ma czasem mega rzadkie rarytasy jeśli chodzi o sprzęt. Ale nie! Przyjdzie taki jeden z drugim co się naoglądali filmu o zabiciu Osamy i ciągle o te AłORy i multicamy pytają. Kumam, że fajne i lansiarskie. Ale jak każdy jest super – to nikt nie jest.
Ostatnio poruszyłem ten temat w zwykłej rozmowie z koleżką. Kontrargumentem było to, że takie coś noszą w A-stanie albo, że to reko JWK i oni używają. A nie używają jeszcze polskiego kamuflażu albo A-TACS’a? Nie bądźmy identyczni. Każdy przerabia swoja replikę, żeby była niepowtarzalna i w ogóle taka wybajerzona, żeby każdy zazdrościł. Więc czemu nie zadbamy o niepowtarzalność ekwipunku?
   Osobiście bardziej mi imponuje jak ktoś zdobędzie kolbę od wersji palnej niż z zerowym wysiłkiem kupi sobie chińską kopię GPNVG-18, którą byle Janusz może sobie kupić na chińskie-gówno.pl. Dlaczego? Bo w szukanie tej pieprzonej kolby koleś musiał włożyć trochę trudu, by ją zdobyć. To tak jak z dziewczynami. Te najłatwiejsze mimo, że śliczne, nie są tak pożądane jak te, które nie dają każdemu i się szanują – przez co ciężej je zdobyć.
   Ale wiadomo. Tak jak w kompletowaniu szpeju tak i z piciem. Trzeba zachować odpowiednie proporcje, bo można się najzwyczajniej w świecie porzygać od nadmiaru.

Ciuranie szpeju i paniczny strach przed zniszczeniem go…

 Trafia mnie jak leżę w lesie ze swoją dwójką podczas kontaktu za osłoną, która jest akurat dość niska i gość dostaje kulkę kiedy się podnosi żeby zmienić magazynek, bo baran nie pomyślał i nie przełożył ładownic na bok. Albo wcale się nie położy, bo poburdzi sobie mundur! Czy to normalne?!
Piszę to w oparciu o własne doświadczenia i przemyślenia. Sam używam M81 Woodland i ETLBV. Lubię oldskul. Uważam, że ten sprzęt jest bardziej wymagający od użytkownika i przede wszystkim solidniejszy od dzisiejszych mocno plastikowych udziwnień. Ale wracając do tematu.
Przytoczę pewną sytuację:

– Po kiego wuja wywaliłeś tyle szmalu na to gówno skoro boisz się tego używać w celu w jakim zostało to stworzone.
– Bo nie kupię chińszczyzny
– Więc użyj tego tak jak trzeba i przestań pokazywać, że kupiłeś najdroższą kupę na ziemi.
– Nie, bo zamoczę sobie buty!

Normalnie ręce opadają…
Nie drażni Was jak widzicie typa, który zamiast po prostu przejść przez rzeczkę, szuka obejścia i nadrabia 2km, żeby nie zamoczyć butów za 400pln?
Osobiście spotkałem się z takim przypadkiem i nie mogłem wyjść z podziwu dla kolesia.
Gość, który machnął sobie M60, komplet multicam + OTV załadowaną na full i próbuje zgrywać twardziela przy młodych, a po 400 m marszu (!) jego kumple nadają po radiu, żebyśmy “poczekali, bo on nie nadąża” !. Mnie osobiście wkurza taki przerost formy nad treścią. Jak nie daję rady targać świni i tony szpeju to biorę mundur, szelki Y od ALICE i odchudzoną M4 bez dociążających celowników i innych puszek AN/PEQ. Nie robię nic na siłę, bo psuję zabawę sobie i innym przez to, że nie daję rady kondycyjnie nadążyć za resztą grupy.

Nawet taki strumyk z grząskim brzegiem może być przeszkodą nie do pokonania jeśli boimy się ubrudzić.

Wiadomo. Bawimy się w airsoft z różnych powodów: niektórzy chcą po prostu wyglądać na komandosa, jedni preferują nieskomplikowane naparzanie i sianie kompozytem, a jeszcze inni znajdą podnietę w wielogodzinnym leżeniu pod krzaczkiem. Ale wszyscy robią to dla jednego: klimatu. A jak można budować klimat, wczuwać się w żolnierza jednostek specjalnych skoro nie ufa się sprzętowi i boi się go zepsuć? Widział ktoś kiedyś komandosa, który nie powiedział, że nie wejdzie do wody, bo zimna? Nie mówię o nie szanowaniu oporządzenia. Nie bójmy się używać ekwipunku. Po to on został stworzony. Przecież jak każdą rzecz nabytą, zawsze można kupić nowe – czasem nawet lepsze.
Moją konkluzją jest jedno: jak boisz się ubrudzić – zostań w domu włącz Call of Duty czy inne gówno i nie rób z siebie pośmiewiska. Ale niestety zdrowy rozsądek nadal zostaje zagłuszany przez chęć lansowania się. Zawsze i wszędzie. Za wszelką cenę.