Niech moc będzie z Wami – filozoficzna tyrada z elementami łamigłówek matematycznych o sensowności bytu jakim jest tuning replik.

Często jest w ASG tak, że kompletny świeżak jak przychodzi pierwszy raz, ma w głowie myśli: mój karabin jaki on jest zajebisty i w ogóle taki jak w Call of Duty mają… A potem dostaje w pysk od rzeczywistości. Przychodzi i chce się pochwalić kolegom w pasji co kupił itp. A Ci tylko patrzą z politowaniem na stocka i znajduje się 20 speców od tuningu. Już mu zamówienie robią co wymienić, jakie części, jakie preclufy i kostki reversala czy jakoś tak.

Tylko czy to ma sens?

Argumentem na korzyść tuningu jest na pewno jakość wykonanych części. Często i gęsto są one klasę wyżej jeżeli chodzi o wytrzymałość na zużycie i obciążenia wytwarzane podczas pracy repliki.

Ale jaka logika we wkładaniu tuningowych części do gearbox’a, który nie będzie w stanie sprawdzić tych części nawet w 60%? Według mnie – żadna.

No i zaczyna się efekt domina. Lepsze zębatki. No tylko po co mi zębatki do takiego GB’ka? Skoro wytrzymują więcej to wsadzę mocniejszą sprężynę. Przecież wytrzymają zębatki… A silnik? Kurna zapomniałem! Silnik też podkręcony na neodymanach wrzucę i będzie nosić kulasy aż do kaliningradu. Jak już szastam na bogato to strzelę lufkę promateusza i komorę hopup i tefloniksa walnę. Taka wykoksana giwera jest!

Wiadomo przecież, że wszystko ma dwie strony.

Główną wadą tuningu jest to, że części (nie mówię tutaj o chińczykach z tajwanganu) kosztują całkiem niezłe pieniądze.

Ile razy widziałem karabin za przykładowo 1 000 z częściami za 4 000. Niby można, tylko po co? Idąc dalej tym tropem. Jaki jest sens wywalania ponad 1 000 biletów NBP na giwerę i wywalać z niej wszystko co się da i wymieniać (podkreślam: wywalać nowe części i zmieniać na nowe)? Taniej jest przecież podbiec te 20 metrów i zrobić swoją robotę, aniżeli wywalać taczkę kasy na części.
Powiem na własnym przykładzie: Nie pakowałem kasy na części (pomijam fakt wymiany zużytych części, które uległy awarii) . Jednak zdarzały się często sytuacje, że moje M4 w standardzie dawało radę przeciwko spluwom wielokrotnie droższym. Czym to jest uwarunkowane? Nie wiem. Ale mi to odpowiada 😉 Odrobina wysiłku daje więcej frajdy w osiągnięciu celu niż kupienie sobie pewnych udogodnień. Można tak to tłumaczyć. Ale ja nie zamierzam. Po prostu stwierdziłem, że jeżeli mój karabin nie ustępuje w stoku upgradowanym karabinom to po co to robić?

Jeśli się tak spokojnie nad tym zastanowimy:

lufa PDI – 400 PLN

Full Tuning Kit do M16 Guarder – 539 PLN

silnik ULTIMATE – 300 PLN

Dodając to do siebie daje nam to porządny karabin klasy G&P.

I wywalamy w błoto 1,2k PLN (nie licząc idealnie okrągłych kulek do preclufy, które swoje kosztują) zyskując ze 20 m zasięgu. Teksty typu stabilne FPS-y i inne pierdoły nie robią nic. Dlaczego? Co mi po FPS-ach skoro kulka po wylocie z lufy zachowuje się całkowicie przypadkowo? My panujemy tylko nad kierunkiem w którym się ona porusza. Nic więcej. Celność? Tylko przybliżona. Dopóki nie walimy do siebie ołowiem albo śrutem to tak będzie.

Chyba, że bawimy się w strzelanie nie tyle szturmowe co w precyzyjne. Snajper i strzelec wyborowy już niestety nadal muszą ładować hajs w pukawki, żeby miały jakąkolwiek przewagę nad MP5K wsparcia 😉

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s