Woda,kurz i błoto – szkolenie zorganizowane przez Defense Attack System cz. I

Jakiś czas temu (data nie istotna, bo kogo to obchodzi, a jak ktoś ciekawy to sobie znajdzie) razem z kolegą z ekipy Koalicji Północ wzięliśmy udział w szkoleniu survivalowym prowadzonym przez ludzi z International Survival Group.

   Zanim w ogóle pojawiłem się na miejscu docelowym, podczas czekania na miejscu zbiórki poznałem się z częścią ekipy. Bardzo sympatyczni ludzie. Każdy dla każdego przyjaźnie nastawiony. Nie było krzywych spojrzeń, ani niczego podobnego. Było po prostu normalnie.
   W końcu nasza karoca zajechała i po niedługiej podróży byliśmy na miejscu.
Po krótkim przywitaniu z resztą składu, który był już na miejscu dzień wcześniej, nastąpił powrót do rzeczywistości obozowej. Przygotowanie terenu pod obóz, wyznaczenie miejsca na ogień, opał, szkolenia etc.
Noszenie opału/przygotowywanie obozowiska
   Rozbicie się miało zając jak najmniej czasu (miałem fart, bo spałem pod chmurką, a moim jedynym schronieniem był holenderski śpiwór letni + liner z Gore Tex’u pochodzący ze składu MoD.).
Rozbity obóz sprawował się świetnie, pozwalając “kimnąć” się kilka minut w tzw czasie wolnym.
 Po tej jakże ważnej kwestii zostaliśmy zaprowadzeni na przygotowany wcześniej przez nas plac ćwiczeń, gdzie Andreas (jedna z osób odpowiedzialnych za szkolenie) zapoznał nas z karambitem i ogólną filozofią sztuki walki jaką jest sillat. Po wprowadzeniu i pokazaniu podstawowych technik zaczęliśmy ćwiczenia. Andreas był bardzo wyrozumiały i tłumaczył wszystko w sposób bardzo dobrze przyswajalny. Tylko kretyn mógłby tego nie złapać.
Takim oto “nożykiem” uczyliśmy się walczyć
Andreas pokazuje Mardukowi jak boli karambit
Karambit to nie tylko cięcia i pchnięcia. To również wywieranie nacisku na stawy za pomocą ostrza.
Ćwiczenie jednej z technik walki karambitem
Po szkoleniu w karambicie, krótka przerwa na rzeczy typu siku, woda, fajka etc.
   Było fajnie ale instruktorzy nie dają odpocząć. Każą zbierać się do wymarszu. Sprzęt? Plecaki, nakrycia głowy i moskitiery. W skrócie 1 linia + plecak. Wyruszamy na rekonesans. Trasa niezbyt wymagająca, jednak niektórzy mają opory, żeby wskoczyć do wody trochę wyżej niż do pasa.Byłem bardzo zaskoczony, bo woda do butów wlała mi się dopiero po ok. 20 m w wodzie. Niby pustynne ale membrana gore tex zrobiła doskonale swoją robotę. Rekonesans (specjalnie nie piszę zwiad, ponieważ nie przeprowadzaliśmy tego skrycie i na bojowo) sam w sobie nie był mega trudny, ciężki czy coś. Po prostu fajnie było się przejść grupą w ciepłej wodzie jeziora i wczuć się w klimat. Przy okazji zebraliśmy materiały potrzebne do kolejnych ćwiczeń.
Mieliśmy fart, bo woda była cieplutka. Ale paczka fajek, którą zapomniałem wyciągnąć z kieszeni przepadła bezpowrotnie.
   Przed chwilą wspomniałem o klimacie. Był on obecny i to bardzo. Czasem człowiek czuł się jak jeden z bohaterów popularnej serii na kanale Discovery pt.: „Surviving the cut”. Organizatorzy zadbali o to abyśmy czuli presję. Ale nie byliśmy tyrani non-stop. Stres był dawkowany i dokładnie „wycelowany”.
   Po części ćwiczebnej nastąpiło kółko wzajemnej adoracji, podczas którego każdy opowiedział coś o sobie. Myślę, że to bardziej scaliło grupę i przełamało lody. Ludzi obecnych na szkoleniu bardzo zainteresowała działalność naszego stowarzyszenia. Po symbolicznym kubeczku szlechetności mieliśmy chwilę dla siebie. Podczas odpoczynku wraz z Mardukiem byliśmy „pod gradobiciem pytań” na temat tego co robimy i jak to robimy w Koalicji Północ.
Dalsza część opowieści będzie w kolejnych wpisach. Chociaż nie obiecuję, że będą kolejno po sobie…
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s